List papieża Franciszka Desiderio desideravi jest kontynuacją próby uporządkowania rzeczywistości kościelnej. Bardziej konkretnym, namacalnym krokiem był dokument Traditionis custodes wydany w lipcu ubiegłego roku w formie motu proprio. Odnosił się on do funkcjonowania dwóch form rytu rzymskiego: formy zwyczajnej i formy nadzwyczajnej. Desiderio desideravi to dokument służący do medytacji, który próbuje zainspirować wiernych do głębszej formacji liturgicznej.

Liturgia a potrzeby

Jest to historia, która ciągnie się od czasu reform soborowych. Kolejni papieże w różny sposób odpowiadali na pragnienia wiernych. Pierwsze próby uporządkowania pojawiły się zaraz po zakończeniu Vaticanum II. Byli to wówczas starsi wierni, którzy chcieli kontynuować celebracje, w takiej formie, jaką znali od dziecka, czyli sprzed zmian wprowadzonych przez papieża Pawła VI w 1970 r.  Z czasem okazało się, że są też młodzi ludzie urodzeni po soborze, którym czegoś brakowało w doświadczeniu celebracji Mszy posoborowych w ich parafiach i prosili o możliwość uczestnictwa w rycie posoborowym.

Przed papieżem Franciszkiem, Benedykt XVI wydał motu proprio, które wprowadziło dwie dystynkcje: formę nadzwyczajną oraz formę zwyczajną. Miała to być wówczas bardzo optymistyczna próba budowania jedności, mimo pewnych napięć. Siedem lat po publikacji dokumentu przez papieża Benedykta XVI, papież Franciszek postanowił zasięgnąć opinii biskupów na świecie. Rozesłał ankietę z pytaniami odnoszącymi się do działania koncepcji Benedykta praktyce. Jedno z nich brzmiało: czy myśl papieża emeryta zakładająca, że dwie formy – starsza i współczesna – mogą koegzystować w zgodny sposób jest rzeczywiście słuszna?

Z odpowiedzi, które biskupi nadesłali, papież Franciszek wywnioskował, że jednak istnieją problemy i potrzebują one centralnego ruchu. Stąd w zeszłym roku wydany został Traditionis custodes. Kilka dni temu natomiast, w uroczystość św. Piotra i Pawła opublikowano list Desiderio desideravi. List ten nie jest jednak dokumentem prawnym, który miałby wprowadzać normy. Jest to dokument służący do medytacji, który próbuje zainspirować wiernych do głębszej formacji liturgicznej. Jest to dalszy krok do Traditionis custodes.

Różne konteksty, różne potrzeby

Oczywiście, niektórych kwestii nie można regulować centralnie. Podobnie trudno zobaczyć pewne aspekty z kwatery głównej Kościoła. Zjawiska lokalne, które może są tendencją poszczególnych regionów, diecezji czy krajów, nie będą zdarzały się w innych miejscach. Zapewne każde państwo, każda kultura inaczej zareagowały na Traditionis custodes.

Ostatnio miałem przyjemność porozmawiać ze studentem liturgiki, naszym współbratem z Zakonu Kaznodziejskiego. Pochodzi on z centralnej Afryki, a obecnie studiuje na Uniwersytecie San Anselmo w Rzymie. Kiedy zapytałem go, jak postrzega Traditionis custodes, odpowiedział: „Jestem z Afryki. My mamy problem z podstawową katechezą. Nie rozważamy problemu mszy po łacnie”. Nie wiem na ile jest to prawdziwe dla wszystkich krajów afrykańskich. Na pewno Europa i Ameryka Północna należą do  jednej strefy kulturowej, gdzie wiele osób nie zrozumiało papieskiej decyzji sprzed roku. W związku z tym słyszeliśmy wiele głosów niezadowolenia.

Mam przyjaciół, którzy przez ostatnie lata wychowywali się w tradycyjnych parafiach lub uczęszczali na msze w formie nadzwyczajnej – jak to od czasów papieża Benedykta nazywaliśmy. Często są to osoby mające głębokie poczucie jedności z Kościołem. Akceptują współczesną liturgię i mniej lub bardziej krytycznie odnoszą się do różnych posoborowych elementów nauczania. Żyją jednak w jedności z Kościołem. Właśnie oni poczuli się niezrozumiani przez papieża Franciszka. Jego decyzja w bardzo surowy i jednoznaczny sposób  ukróciła obrzędy, nie pozostawiając wiele miejsca na decyzję i rozeznanie lokalnych biskupów. Mała przestrzeń jednak pozostała; myślę, że jest to przestrzeń duszpasterska, gdzie biskupi – razem ze swoimi kapłanami i duszpasterzami w diecezjach – mają najwięcej pracy do wykonania. Ta praca pozwoli nie stracić ludzi, którzy poczuli się odrzuceni.

Powszechny Kościół, powszechne problemy?

Nasz Kościół jest natomiast katolicki, czyli powszechny. Papież, wydając dokument dla całego Kościoła, próbuje w jednym akcie prawnym odnieść się do fenomenów, które w różnych kontekstach wyglądają zupełnie inaczej. Spójrzmy jednak na polski kontekst. Mamy tak zwane grupy tradycyjne, które rozwijały się przez ostatnie lata. W formie zwanej nadzwyczajną (powiedzmy umownie: według mszału sprzed reform soborowych) odnajdywały one źródło piękna i duchowości. Ci ludzie mieli z pewnością różne powody wyboru formy nadzwyczajnej, Mszy przedsoborowej.

Możliwe, że część z nich studiowała teologię i ma akademickie i krytyczne argumenty nawet wobec reformy Pawła VI. Można zagłębić się w dyskusję czy Paweł VI, ogłaszając nowy mszał rzeczywiście chciał realizować pragnienia soboru. Krytycy twierdzą, że papież Paweł VI posunął się zbyt daleko, dlatego też wiele elementów kwintesencjalnych, bardzo istotnych dla rytu rzymskiego, zostało utraconych. Znam jednak ludzi, których ryt przedsoborowy przyciągnął swoją precyzją, elegancją i dbałością o szczegóły. Ludzie Ci często wyrastają w zwykłych, posoborowych parafiach. Jednak dochodzą do przekonania, że liturgia nie jest źródłem i szczytem, ale czymś niechlujnym, wykorzystywanym do celów dydaktycznych. Uznają oni, że kwintesencją takiej mszy jest kazanie, podczas którego przekazuje się treść moralnych nakazów i zakazów oraz uwag jak powinniśmy żyć i co robić. Prawdziwa wartość obrzędu staje się wtedy dodatkiem do kazania. Staje się „resztą”, odprawianą szybko, sprawnie i bez poczucia tajemnicy.

Zewnętrzne sprawy, zewnętrzne problemy?

Wiele osób w starym rycie odnajduje zmysł tajemnicy, poczucie tajemniczości, o czym zresztą pisze papież Franciszek w swoim ostatnim dokumencie, gdzie z jednej strony chwali pragnienie transcendencji, tego, żebyśmy w Eucharystii widzieli Boga, który jest wielki, niewypowiedziany, ponad naszą zdolność pojmowania, a jednocześnie mówi, że pojęcie „zmysłu tajemnicy” często używane przez miłośników starych rytów, może być mylące, bo może odrzucać kluczową dla chrześcijaństwa kategorię wcielenia. Bóg, który jest niewypowiedziany i niestworzony stał się człowiekiem, przyjął ciało i w związku z tym liturgia musi też być ludzka i musi angażować całego człowieka poprzez zmysły, znaki i symbole, które mówią do nas jako ludzi.

Problemem może być także brak dobrej formacji liturgicznej w polskich parafiach i w polskich seminariach. Ciągle mamy też problem z tym, że często Msza jest odprawiana w mechaniczny sposób – nawet jeśli mamy ogólną zgodność między rubrykami, czyli przepisami liturgicznymi, a tym jak dany kapłan celebruje, to – jak mówi sam papież Franciszek – ta zgodność nie wystarcza. Ona jest minimum, punktem wyjścia, żeby msza była kościelna, a nie była prywatną improwizacją danego księdza. Zgodność rubryk i zachowań to ciągle za mało dla owocnego, pełnego przeżycia celebracji paschalnej.

Papież mówi: nie bądźmy niechlujni, nie bądźmy nieobecni duchem, kiedy celebrujemy Mszę ciałem, ale pójdźmy jeszcze dalej, to znaczy cały czas pamiętajmy czym liturgia jest w swojej istocie. Stąd zresztą tytuł tego listu Desiderio desideravi – „gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał” (Łk 22,15) – to są słowa Jezusa z ostatniej wieczerzy i papież tak też zaczyna swój list, mówiąc, że liturgia wyrasta z pragnienia Boga, żeby świętować ze swoim ludem i spożyć Paschę. Przeżyć to, co Pascha oznacza.

Pragnienie Boga jest punktem wyjścia. My ciągle musimy uczyć się tego zachwytu. Powracać do zachwytu pragnieniem Jezusa, żeby z nami mógł spożywać swoją Paschę. Myślę, że jest to też antidotum na różne partykularyzmy, na celebracje, które albo są niechlujne, albo skupione tylko na zgodności z przepisami. Może czasem zbyt szybkie, zbyt wolne i mistyczne na zasadzie, że ksiądz ma poczucie, że jest to jego mistyczne przeżycie i pragnie się unosić nad ołtarzem – liturgia nie jest także miejscem na to. Dobre zrozumienie czym jest liturgia może być lekarstwem na wszystkie niepełne ujęcia tajemnic liturgii.

Franciszek chce nam pokazać, że nie tylko ważna jest Msza „posoborowa”. Widać to zarówno w Traditionis custodes z zeszłego roku, jak też w jego kolejnych dokumentach. Opublikowany został list, który wyjaśniał intencje Traditionis custodes. Samo Traditionis custodes jest bardzo krótkim dokumentem – wydany po nim list był szerszym, teologicznym wyjaśnieniem zamysłu papieża. Później jeszcze Kongregacja opublikowała notę, gdzie odpowiedziała na różne pytania o praktyczne rzeczy. No i teraz Desiderio desideravi – widzimy pewną ciągłość.

Jedność w praktyce

Franciszek boi się utraty jedności. Próbuje pokazać, że poprzedni papieże – zarówno Paweł VI, który promulgował nową mszę, jak później Jan Paweł II a także Benedykt XVI, którzy swoimi działaniami umożliwiali w pewnych okolicznościach liturgię tradycyjną – zawsze działali mając na uwadze jedno nadrzędne principium, a mianowicie zachowanie jedności Kościoła.

Franciszek widzi, że jedność jest zagrożona przez to, że niektórzy ludzie w grupach tradycyjnych przez wybór przedsoborowej liturgii, wydają się odrzucać ciągłość Magisterium. Odrzucają na przykład – o czym papież mówi wprost – pozostałe konstytucje Soboru Watykańskiego II. W swoim najnowszym liście Franciszek pisze chociażby, że nie można czytać Konstytucji o Liturgii Świętej Sacrosanctum Concilium bez pozostałych konstytucji dogmatycznych czy duszpasterskich jak Lumen gentium, Gaudium et spes czy Dei verbum, ponieważ sobór jest całością. Do tego chce papież powrócić. Sobór odczytał znaki czasu. Zebrani na soborze biskupi, prowadzeni przez Ducha Świętego, wyrazili wprost pragnienie pewnego przyjrzenia się liturgii i widać w Sacrosanctum Concilium, pierwszej konstytucji soborowej, że nie było to tylko powierzchowne przyjrzenie się, ale pragnienie odnowy zarówno samej liturgii, tak żeby przemawiała ona do współczesnego człowieka pełnią głębi teologicznej, jak też pragnienie pewnej reformy i odnowy formacji liturgicznej.

Myślę, że papież broni tutaj jedności kościelnej, która wyraża się przez wiarę w to, że Duch Święty prowadzi swój Kościół, że przez biskupa Rzymu i biskupów, którzy w łączności z nim działają, czuwa nad zmianami, które czasami poszły za daleko i warto o tym mówić, że w wielu miejscach pragnienie soboru nie było dobrze wprowadzane w życie, że były nadużycia, często masowe, ale prawie sześćdziesiąt lat później powrót do pierwotnego zamysłu Soboru Watykańskiego II, który mówi o odnowie liturgicznej, wcielenie tych zasad będzie wystarczająco dobre.

Podążać za Soborem

Nie musimy odkręcać soboru. Wręcz nie możemy tego zrobić. Byłoby to negowaniem działania Ducha Świętego w Kościele. Możemy i powinniśmy nazwać nadużycia i nieporozumienia towarzyszące wprowadzaniu tych reform, ale nie możemy zanegować samego soboru, bo to wykolei cały nasz pociąg. I myślę, że o tym pisze papież Franciszek, a fascynujące jest czytanie myśli papieża, który być może na początku, kiedy się pojawił po swoim poprzedniku, papieżu Benedykcie XVI, nie zaskakiwał nas swoją pasją liturgiczną, nie był papieżem celebracji. Raczej wydawało się, że dla niego liturgia jest czymś funkcjonalnym, suchym, praktycznym. Tymczasem widać też jego głębię pobożności liturgicznej i w tym ostatnim liście próbuje też trochę naprawić to, czego brakowało w Traditionic custodes.

Być może – to jest moja spekulacja – Traditionis custodes byłoby trochę lepiej przyjęte przez wiele tradycyjnych grup w Kościele, gdyby publikacji towarzyszyła taka medytacja, jak w ostatnim liście. Ona pokazuje ogromną troskę papieża o piękno, o poprawną formację, o wrażliwość na symbole, a także o posłuszeństwo Kościołowi. Papież mówi wprost, że nadużycia, które miały miejsce przez ostatnie kilkadziesiąt lat nie mają prawa bytu.

Tekst ukazał się w serwisie Liturgia.pl, na podst. rozmowy o. Łukasza Miśko z Anetą Kuberską-Bębas i Sylwestrem Strzałkowskim na antenie Radia eM (opr. ml, ds, mw).